Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
[YAOI] Jongyu - Uśmiech

in our own universe



[YAOI] Jongyu - Uśmiech


W końcu wróciłam na blog4u, gdzie mam zamiar kontynuować pisanie opowiadań. Może ktoś pamięta SHINee Tube? Tak? Nie? A może jednak? W każdym bądź razie chciałabym zaprosić wszystkich fanów yaoi, yuri oraz po prostu fanfiction do odwiedzania mego zacnego bloga oraz czytania moich równie zacnych wypocin :D:D:D

Dziś mam dla Was opowiadanie, które było już skończone sporo czasu temu. Fanfick oczywiście z działu YAOI, paring to Jongyu (Kim Jonghyun x Lee Jinki). 

Życzę miłego czytania ^^.

Decay

 

UŚMIECH

  Lee Jinki postrzegany był przez większość ludzi jako osoba spokojna, miła i wesoła. Wielu uważało, że nie ma wad moralnych, że przez cały czas jest słodko niezdarny i że żywi się tylko i wyłącznie kurczakami.
Wiele osób nie traktowało go poważnie, bo zawsze był tylko Onew, liderem SHINee, który ma sprawować pieczę nad młodszymi kolegami z zespołu i od czasu do czasu wprowadzać miłą atmosferę.
Tak się jednak składało, że Lee Jinki był człowiekiem, do tego niezbyt idealnym. Miał uczucia, dobre i złe nawyki, lepsze i gorsze dni. Był zwyczajnym młodym człowiekiem, który chciał się rozwijać i spełniać swoje marzenia. Oprócz jednak tych powierzchownych rzeczy, bardzo zależało mu na tym żeby ktoś go pokochał. Nie jako Onew z SHINee, ale właśnie jako Lee Jinki’ego. Chciał żeby ktoś go kochał za to jaki jest naprawdę, a nie za to jak bardzo wyidealizowało go SM.


Na początku kariery czuł się naprawdę wspaniale. W końcu tworzył muzykę, stał się rozpoznawalny, nastolatki go uwielbiały. To wszystko było takie inspirujące.
Z czasem jednak, gdy wyrobiono sobie o nim zdanie, zaczął się martwić, że karteczka jego stwierdzonej przez innych osobowości zostanie mu doklejona już na zawsze. Chciał się zmienić żeby ludzie zobaczyli w nim człowieka, a nie marionetkę, ale to nie było takie proste, bo wciąż ograniczały go kontrakty.
To było straszne uczucie uśmiechać się, kiedy wszystko bolało, włącznie z uczuciami. Muzyka powinna dawać radość tworzenia, a to, co zaczęło się z nimi dziać było naprawdę dalekie od radości.
Nauczył się jednak uśmiechać nawet wtedy, gdy miał ochotę krzyczeć i płakać. Było to czymś w rodzaju ucieczki od otaczającej go rzeczywistości. Wmawiając sobie, że uśmiech zdziała cuda, brnął dalej przez tłum fanów, przez wytyczne i krążył dookoła sceny, na której tak wiele razy już występował.


Największy jednak ból sprawiło mu serce, które w pewien sposób go zdradziło i zmusiło, by ulokował uczucia w najmniej odpowiedniej osobie. Taemin na początku był taki prawdziwy, taki piękny w swojej delikatnej naturalności. To właśnie ona sprawiła, że Jinki się zakochał. Mocno, mocniej niż przypuszczał.
Taemin w miarę upływu czasu, zaczął się zmieniać. Nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Jego naturalność została zastąpiona sztucznością, a urok i czar niegdyś wspaniałego dzieciaka uleciały gdzieś bezpowrotnie.
Jinki rozumiał fakt, że chłopak dorastał i że nie będzie do końca życia nieśmiałym, bojącym się wszystkiego chłopcem. Nie chciał jedynie żeby Taemin zapomniał o tym, kim jest poza sceną. Ta myśl, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej, spychała Jinki’ego w jakąś ciemną dziurę, która pogłębiała się za każdym razem, gdy uświadamiał sobie swoją słabość.


Ten dzień był jak wiele innych dni. Niezmiennie wstawał o szóstej rano, doprowadzał swoje zmęczone ciało i umysł do porządku, po czym budził pozostałych.
To było jak cholerna mantra. Za każdym razem musiał się użerać z Minho, który lubił dłużej pospać, z Kibumem, który wiecznie miał jakieś obiekcje co do godziny budzenia i do tego Taemin, który zażądał, by nie budzono go, że świetnie poradzi sobie sam. Ale gdy przypadkiem przysypiał i budził się później niż powinien, cała wina spadała na Jinki’ego, bo w końcu to on był liderem.
Jedynym bezproblemowym człowiekiem był Jonghyun. Lubił, gdy Jinki go budził i zawsze robił się z rozkosznym uśmiechem na ustach, a nie ze skwaszoną miną.
- Jinki... – wymamrotał, spoglądając na przyjaciela spod półprzymkniętych powiek.
- Wstawaj, mamy dzisiaj dużo pracy.
- Jak zwykle. Mogę cię o coś zapytać? – wymruczał Jonghyun przecierając zaspane oczy, a później pocierając swój mały, lekko zadarty nosek.
- Pewnie.
- Jak myślisz... Ile jeszcze wytrzymamy?
Jinki uniósł brwi w całkowitym zdziwieniu. Nie spodziewał się takiego pytania z samego rana, prędzej zapytania o to, co będzie na śniadanie? Powoli jednak uśmiechnął się i odparł.
- Nie wiem, Jong... Naprawdę nie wiem.
- Nie masz już siły. Widzę to i jest mi przykro.
- Nie musi ci być przykro. Takie niestety jest życie, Jong. Musimy ciężko pracować żeby coś osiągnąć.
Jonghyun skinął głową, spuszczając wzrok. Wtulił się w poduszkę i westchnął ciężko.
- Jinki mam pomysł. Pojedźmy gdzieś. Razem.
- Jak będziemy mieli trochę wolnego, to pojedziemy. Nie ma sprawy – miał wstać, ale Jonghyun przytrzymał go przyciągając bliżej siebie. Spojrzał na niego tymi swoimi dużymi oczami i westchnął cichutko.
- Pojedźmy teraz, Jinki. Proszę.
- Jonghyun. Mamy pełno rzeczy do zrobienia. Poza tym dobrze wiesz, że manager się nie zgodzi żebyśmy zrobili sobie wolne.
- Nie musi wiedzieć. Zróbmy coś nieodpowiedzialnego i szalonego, hyung. No zgódź się – usta Jonghyuna rozciągnęły się w łobuzerskim uśmiechu, a w jego oczach pojawiły się diabelskie ogniki.
Jinki zastanowił się przez moment. To, co chciał zrobić Jonghyun było naprawdę kuszące, ale czy właściwe? Na pewno było ludzkie. Ludzie czasami robili coś szalonego żeby po prostu zachować choć odrobinę człowieczeństwa.
- Dobrze, Jonghyun. Jedziemy, ale pospiesz się i nie rób hałasu żeby się reszta nie skapnęła. Ja też idę się spakować.
- Jinki, jestem z ciebie dumny – pisnął ciesząc się jak mała dziewczynka, za co oberwał lekkiego kuksańca w bok.
- I tak to ja będę musiał za nas świecił oczami jak wrócimy. No dobra... Zbieraj się, bo jeszcze mogę zmienić zdanie.


Zajrzał do kuchni, gdzie siedziała reszta chłopców. Wszyscy bez wyjątku naburmuszeni i obrażeni na cały świat.
- Jinki, kiedy będzie śniadanie? – zapytał Taemin opryskliwie, siedząc na swoim krześle ze skrzyżowanymi rękami. Uroczym chłopcem był jedynie przed kamerą.
- Jak sobie zrobisz, to będzie. Ile ty masz lat, co?
- Jinki, nie bądź dla niego wredny – upomniał go Kibum, który z kolei oglądał swoje wypiłowane paznokcie.
- Więc to ty zrób mu śniadanie, Kibum. Ja mam swoje sprawy na głowie.
Opuściwszy kuchnie poczuł się lepiej. Przez ostatnie dni zauważył, że widok Taemina nie dział na niego tak jak kiedyś. Teraz czuł jedynie przygnębienie patrząc na zblazowanego nastolatka, w którym nie pozostało już nic z prawdziwej dziecinnej radości.
Pakowanie zajęło mu raptem kilkanaście minut. Miał w końcu sporą wprawę w tej dziedzinie życia. Ciągłe wyjazdy chociaż teraz okazały się plusem.
Wreszcie w drzwiach jego pokoju pojawił się Jonghyun. Też był spakowany i jak najbardziej gotowy do drogi.
- Zwijamy się? – zapytał pokazując mu kluczyki od swojego samochodu. Jinki skinął głową.
Wyszli po cichu i jak najszybciej skierowali się do wyjścia żeby nie narazić się na problematyczne towarzystwo reszty chłopców. Teraz wystarczyło tylko wsiąść do auta i odjechać, co też zrobili bez najmniejszego cienia żalu, że zostawili resztę w mieszkaniu.


- Zadzwonię do Kibuma, pewnie będzie się wściekał, ale chociaż tyle powinniśmy zrobić. Powiadomić ich po fakcie żeby nie zorganizowali akcji poszukiwawczej z policją na czele – oznajmił Jinki, gdy jechali już przez Seul. Nie mieli celu, postanowili, że jak tylko coś im przyjdzie do głowy, to o tym porozmawiają.
Jinki wyciągnął telefon, wybrał numer do Kibuma i poczekał. W końcu po drugiej stronie rozległ się zirytowany głos.
- Jinki, gdzie wy do jasnej cholery jesteście? Manager wydzwania do nas i pyta dlaczego jeszcze nie jesteśmy gotowi?
- Ja i Jonghyun postanowiliśmy zrobić sobie wolne. Wrócimy za kilka dni, nie martwcie się o nas. Miłej pracy.
Rozłączył się i od razu wyłączył telefon, byleby uniknąć kolejnych rozmów. Jonghyun zerknął na niego przelotnie, uśmiechając się lekko.
- Wiesz Jinki, nie sądziłem, że dasz się namówić. W końcu jesteś liderem, jesteś odpowiedzialny i zagrzewasz nas do pracy.
- Musimy trochę odpocząć, to jest niepodważalny fakt – odparł rozsiadając się wygodniej na siedzeniu pasażera.
- Tak sobie pomyślałem, że moglibyśmy przez te kilka dni pomieszkać w domku letniskowym mojego wujka. Spędzałem tam wakacje kilka lat z rzędu. Okolica naprawdę świetna, tylko trochę daleko do sklepu, więc musielibyśmy zrobić zakupy. Co ty na to?
Jinki pokiwał głową.
- Brzmi świetnie. Rozumiem, że ten domek jest z dala od ludzi?
- Tak, czasami tylko jakaś grupa turystów urządza sobie wyprawy przez lasy, bo akurat w tamtym miejscu przechodzi szlak turystyczny, ale i tak dom stoi na uboczu – Jonghyun skręcił w lewo i po chwili zatrzymał się na czerwonym świetle. Jeszcze raz zerknął na Jinki’ego, który wpatrzony w przechodzących ludzi, wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego – Cieszę się, że spędzimy te kilka dni razem.
- Ja też. W końcu będę mógł odpocząć od ciągłego marudzenia Taemina i Kibuma. Lubię ich, ale w ostatnim czasie zrobili się jacyś inni.
- Też to zauważyłem, ale nie myślmy teraz o nich. Jedziemy w końcu na zasłużony urlop!


Domek był czysty, ale mimo wszystko wymagał lekkiego odkurzenia, co zajęło im niezbyt wiele czasu. Wnętrze było urządzone przytulnie i naprawdę aż chciało się tam przebywać.
Na dole znajdowała się wyposażona kuchnia, niewielki salon i łazienka, a u góry dwa pokoje, łazienka i mała garderoba. Domek nie był wielki i to było jego plusem.
- Którą wybierasz Jinki? – zapytał Jonghyun, gdy obejrzeli dwie sypialnie. Jedna miała dwa łóżka, a druga jedno duże, małżeńskie. Wyglądało naprawdę kusząco.
- Nie wiem, a ty?
- Też nie wiem – odparł młodszy i roześmiał się – Hej, a może najpierw prześpimy się w tej sypialni, a jutro w drugiej i zobaczymy gdzie nam wygodniej, co? – zaproponował, a Jinki skinął głową z uśmiechem.
- Dobra. To co? Może teraz coś zjemy? Jestem głodny jak wilk.
- A co będziemy jeść?
- Hmm... Nie wiem...


W końcu ugotowali zwykły ramen, który jednak okazał się być źle doprawiony i niedogotowany, ale głodny był w stanie zjeść wszystko, więc pochłaniali to z ogromnym apetytem.
- Nie sądziłem, że bez kulinarnych umiejętności Kibuma będzie można przeżyć – odezwał się Jonghyun, gdy zmywali razem naczynia. Jinki mył, a Jonghyun wycierał talerze. Współpraca przebiegała im bardzo sprawnie.
- Oczywiście, że się da. Co prawda moje umiejętności kulinarne są trochę niedorozwinięte, ale od czego są zupy w proszku?
Jonghyun roześmiał się.
- Święta racja. Jak myślisz? Manager jest fest wkurzony?
- Pewnie tak. Jak wrócimy, to na sto procent dostanę wykład na temat mojego braku odpowiedzialności, że zachowaliśmy się jak dzieci i będziemy harować dwa razy ciężej... – Jinki zwrócił swój wzrok na wpatrzonego w niego Jonghyuna. Twarz młodszego pełna była poczucia winy.
- Przepraszam, Jinki. Może powinienem był najpierw pomyśleć... – bąknął, ale Jinki nie był na niego zły. Był mu wdzięczny.
- Daj spokój. Będziemy się martwić jak wrócimy.


Wieczorem usiedli przed kominkiem i otuleni kocami wpatrywali się w ogień. Atmosfera była taka miła, uspakajająca.
- Jinki, nie patrz tyle w ogień, bo się w nocy posikasz – mruknął Jonghyun i atmosferę szlag trafił, bo rozkoszną ciszę przeszyła salwa śmiechu.
- Jong... Zawsze musisz zabić nastrój.
- Bo nie lubię takich romantycznych nastrojów. Jestem dziki, jestem szalony, jestem dinozaurem, Jinki.
Jinki przyjrzał mu się niepewnie, a po chwili parsknął śmiechem.
- To zabawne, bo do tej pory uważałem cię za romantycznego człowieka. Wiesz kwiatki, czułe słówka i inne pierdoły z tej szuflady.
- Musisz iść ze mną na randkę, to wtedy zobaczysz jak strasznie jestem beznadziejny w tej całej romantyczności – Jonghyun przysunął się bliżej Jinki’ego i otulił szczelniej kocem. Po chwili zastanowienia położył głowę na jego ramieniu – Zostańmy tutaj na zawsze.
- Byłoby naprawdę miło zgnić w tej dziczy, ale niestety będziemy musieli wrócić, więc nie przyzwyczajaj się za bardzo do tej chwilowej wolności – ostrzegł, opierając swoją głowę o głowę Jonghyuna, który objął go ramionami.
- Lubię cię, Jinki.
- Ja ciebie też, Dino – westchnął ze śmiechem.
- Ale ja cię lubię w trochę inny sposób...
Zaległa cisza. Jinki odsunął się kawałek żeby spojrzeć w oczy Jonghyuna, w których teraz dostrzegł strach.
- Jong...
Młodszy pokręcił energicznie głową próbując wyplątać się z koca i wstać.
- Nie Jinki, zapomnij o tym... Zapomnij, okej?


Spali każdy w innej sypialni. Jonghyun zamknął się w jednym z pokoi i odmówił porozmawiania, gdy Jinki prosił. Nie było więc sensu dłużej siedzieć. Potrzebował snu i wypoczynku, ale sen nie nadchodził, bo jego głowa pochłonięta była przez Jonghyuna. Od kiedy młodszy żywił do niego takie silne uczucie? Dlaczego wcześniej tego nie zauważył?
Gdy już był pewny, że będzie musiał całą noc przewracać się z boku na bok, w drzwiach stanął Jonghyun. Bez słowa skierował się w stronę dużego łóżka w którym leżał Jinki i wsunął się pod kołdrę, od razu wtulając w rozgrzane ciało starszego.
- Jinki, tak bardzo cię kocham... I nie potrafię nic z tym zrobić.
Jinki przytulił go mocniej do siebie, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Nie wiedział w ogóle co o tym myśleć. Musiał być ostrożny.
- Jonghyun, przepraszam, że nie wiem jak się zachować... Zaskoczyłeś mnie.
- Obiecaj mi, że to nic między nami nie zmieni, dobra?
Jinki uśmiechnął się lekko.
- Obiecuje.
- Kurde. Miałem nadzieję, że nie obiecasz – prychnął Jonghyun, a po chwili roześmiał się cicho – Wiesz, że mi lżej? Na sercu?
- To chyba dobrze?
- Też powinieneś powiedzieć Taeminowi, co do niego czujesz.
Tych słów też się nie spodziewał. Nie wiedział, że w ogóle ktoś zauważył to jego uczucie. Przecież tak skrzętnie próbował to ukryć?
- Może jeszcze jakiś czas temu skorzystałbym z twojej rady, ale teraz... To nie ma sensu, poza tym chyba już mi to mija. Nie wytrzymałbym z Taeminem. Wiecznie narzeka i zachowuje się jak druga księżna, bo przecież Kibuma nikt nie pokona.
- Co racja, to racja – wymamrotał młodszy układając głowę na klatce piersiowej Jinki’ego, który wciąż trzymał go w ramionach. Miło było tak leżeć z człowiekiem, którego się naprawdę lubiło.
Nie mówili już nic więcej, bo każdy z nich mógł wreszcie spokojnie zasnąć.


Następny dzień przyniósł im niezbyt ciekawą pogodę. Od samego rana padało, a w oddali rozbrzmiewały grzmoty. Skazani byli więc na siedzenie w domu.
- To kara boska za naszą ucieczkę, manager-hyung ma pewnie układy z najwyższym – wyburczał Jonghyun siedząc na parapecie w salonie i wpatrując się w krople deszczu spływające po szybach, tworzące różne dziwne wzory.
- Co ty za pierdoły opowiadasz? Po prostu jest jesień, Jong – odparł Jinki podchodząc do niego z lekkim uśmiechem na ustach – Ma pełne prawo padać.
Jonghyun oderwał wzrok od deszczu i spojrzał w ciepłe oczy Jinki’ego. Momentalnie jego twarz pojaśniała.
- Masz rację, po prostu chciałbym wyjść na spacer i pokazać ci okolicę. Tu jest naprawdę pięknie.
- Wiem, ale może jutro nie będzie padać? Na razie chodź... Zjemy coś i zastanowimy się co zrobić żeby nie umrzeć z nudów.
- Ja mam nawet pomysł. Możemy iść do łóżka, uprawiać dziki seks do samego rana i wmawiać sobie, że nie robimy nic złego.
Jinki przystanął i popatrzył na Jonghyuna poważnie. Co więcej okazało się, że Jonghyun naprawdę nie żartuje, można to było dostrzec w jego spojrzeniu. Było przepełnione pożądaniem i desperacją.
- Nie utrudniaj tego.
Młodszy chłopak zszedł z parapetu i podszedł do Jinki’ego, który bał się tej bliskości. Wiedział, że tak jak kiedyś zdradziło go serce, tym razem może go zdradzić ciało. Jonghyun zauważył jednak niepewność przyjaciela i zatrzymał się.
- Nie mógłbyś dać mi szansy, Jinki? – zapytał cicho ze spuszczoną głową.
- Nie chcę żebyś później czegoś żałował Jonghyun. Nie kocham cię tak jak byś tego chciał.
- Rozumiem...
Jinki westchnął ciężko i pogładził lekko włosy Jonghyuna, które były naprawdę miłe w dotyku, mówiąc.
- Jesteś moim przyjacielem.
- Daruj sobie tą gadkę o tym, że jesteśmy przyjaciółmi. To mi nie pomaga.
- Chodzi o to, że chcę cię mieć zawsze po swojej stronie. Nie chcę żebyś śmiertelnie obraził się na mnie za to, że nie mogę ci dać tego, czego chcesz.
Jonghyun wyglądał jak małe, niezadowolone dziecko, ale życie to nie koncert życzeń i musiał o tym pamiętać.
- Dobra, w ogóle zapomnij o tych głupstwach, które powiedziałem – wciąż z zawiedzionym wyrazem twarzy wyminął Jinki’ego i skierował się do schodów, by pewnie później zamknąć się w pokoju.
- Jong... Nie wściekaj się na mnie! – zawołał, ale nie uzyskał żadnej odpowiedzi.
To miał być miły wypad i odpoczynek, a zamienił się w jeden wielki problem.


***


Jonghyun na złość wszystkiemu i wszystkim spędził w pokoju cały dzień. Leżał w łóżku zły na siebie, że w porę nie pohamował się z tym swoim fatalnym wyznaniem. Zepsuł tylko Jinki’emu wyjazd.
Dochodziła pierwsza w nocy, gdy po pokoju rozległo się głośne burczenie dochodzące z jego brzucha. Musiał coś zjeść, bo inaczej nici ze snu.


W domku panowała nieprzenikniona cisza, Jinki pewnie położył się już spać, więc bez przeszkód mógł zejść do kuchni i zjeść zapomniany obiad oraz kolację.
Przechodząc koło pokoju w którym spał lider, przez moment chciał po prostu uciec. Pospiesznie skierował się do schodów, ale w ostatniej chwili przystanął. Spojrzał jeszcze raz na drzwi i z ciężkim westchnieniem zawrócił.
Oblizał nerwowo usta, uchylił drzwi i zerknął na śpiącego chłopaka, który leżał zawinięty w kołdrę niczym w kokon. Jonghyunowi zaczęło się wkradać inne, o wiele ciekawsze porównanie... Jinki w tym momencie wyglądał jak tortilla.
Parsknął śmiechem, rozbawiony swoim dziwacznym skojarzeniem. Wszedł dalej, ale nie zamykał drzwi. Chyba chciał mieć możliwość ucieczki w razie, gdyby Dubu zaczął się budzić.
Ostrożnie przysiadł na brzegu łóżka, wlepił spojrzenie w spokojną twarz przyjaciela i uśmiechnął się.
- Przyjaciele, co? – wymamrotał czując jak serce zaczyna niebezpiecznie szybko bić.
Jinki zawsze był mu bardzo bliski. Lubił przebywać w jego towarzystwie, rozmawiać z nim i widzieć ten jedyny w swoim rodzaju uśmiech człowieka, którego kochał. Wiedział, że nie może liczyć na odwzajemnione uczucie, ale jednak jakaś nadzieja pozostawała.
- Przepraszam, Dubu. Nie powinienem stawiać cię w takiej sytuacji. Głupol ze mnie.
- I ogromny troll, który nie daje ludziom spać po nocach... - Jonghyun był zaskoczony, że Jinki się odezwał. Chciał wstać i wyjść, ale Jinki przytrzymał go za nadgarstek – Jeśli chcesz, to zostań.
- Jest późno, a ty jesteś zmęczony.
Przez chwilę patrzyli na siebie w całkowitej ciszy. Jinki wciąż trzymał jego rękę i, kiedy pewne było, że żaden z nich się nie odezwie, przyciągnął go do siebie, by mocno przytulić do swojego rozgrzanego ciała, otulonego kołdrą.
Jinki oplótł go ramionami i pocałował lekko w odsłonięte ramię. To było nieznane dotąd uczucie mieć na wargach dotyk gładkiej, gorącej skóry, na której chwilę później pojawiła się gęsia skórka. Z ust Jonghyuna wyrwał się jeden, cichy jęk, który wystarczył żeby Jinki się w nim zanurzył. Przymykając oczy wsunął dłonie pod koszulkę młodszego. Pieścił delikatnie jego plecy z oczarowaniem wsłuchując się w zadowolone pomruki Jonghyuna. Gdy poczuł na swojej szyi jego wargi odruchowo odchylił głowę. by zrobić mu lepszy dostęp.
- Nie rób tego, później będziesz żałował, Dubu... - wymamrotał wciąż z ustami na wrażliwej szyi lidera.
- Dużo myślałem dzisiaj. O tobie, o mnie, o nas... Tak naprawdę nikt nigdy nie rozumiał mnie tak dobrze jak ty. W każdej chwili byłeś gotowy zrobić dla mnie wszystko. Chyba będę skończonym idiotom jeśli nie dam temu szansy, Jong.
Jonghyun podniósł głowę i napotkał ciepłe spojrzenie Jinki'ego. Jego uśmiech był dla niego wszystkim, rozpierało go szczęście, gdy to on był jego przyczyną.
- Wiesz, że nie musisz się do tego zmuszać.
- Nie zmuszam się. Lubię z tobą przebywać i choć na razie nie mogę ci powiedzieć, że cię kocham, to obiecuję, że zrobię wszystko żeby nam się udało.
Jonghyun uśmiechnął się jak małe, radosne dziecko. Wyglądał teraz jak psotny dinozaur, który ma ochotę coś zmalować. Jinki w przypływie czułości zmierzwił jego brązowe włosy, na co Jonghyun przylgnął do jego dłoni.
- Pewnie nie będę mógł się pochwalić wszystkim, że jesteśmy razem, prawda?
Jinki pokręcił głową, rozbawiony.
- Nawet nie próbuj, wystarczy, że będziemy musieli po powrocie wysłuchiwać jacy jesteśmy nieodpowiedzialni i okropni zostawiając resztę przy ciężkich robotach.
Jonghyun parsknął śmiechem, wdrapując się na starszego chłopaka.
- Cieszę się, że jesteśmy tutaj razem. Powtórzymy to kiedyś?
- Oczywiście, o ile wcześniej nas nie ukamienują.


Głosuj (0)

[Powrót] Komentuj




MENU

5916

zostaw wiadomość zapamiętaj mnie

ULUBIENI



ARCHIWUM

2012 · 12 · 08

SZABLON

Szablon stworzony przez decay. Pattern: google. Ikony pochodzą z kpop-icons. Więcej na decay.