Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
[YAOI] Gunsoo - Kolejny raz i milion innych

in our own universe



[YAOI] Gunsoo - Kolejny raz i milion innych


Opowiadanie, które jest mi bardzo bliskie. Jedyne jakie udało mi się napisać używając tego paringu. Mam nadzieję, że się spodoba.

OSTRZEŻENIA: wariacje wiekowe. Insoo w realu jest starszy od Gunwoo, ale tutaj jest na odwrót ^^.

 

Kolejny raz i milion innych



To nie było tak, że Kang Insoo spóźniał się celowo. Od zawsze chciał uniknąć zwracania na siebie uwagi, zwłaszcza jeśli chodziło o profesora Lee Gunwoo. Tak po prostu wychodziło, że każdego dnia, gdy miał zajęcia z tym przerażającym człowiekiem, jego budzik się buntował i nie sprawował swojej posługi należycie.
Tym razem nie było inaczej, gdy zdyszany wpadł do sali wykładowej, przerywając tym samym wypowiedź profesora. Człowiek ten jednak nie zaszczycił go swoim, zazwyczaj przeszywającym spojrzeniem, co nie znaczyło, że puścił mu to wtargnięcie płazem.
- Odnoszę wrażenie, Kang, że robisz mi na złość? - jego głos był głęboki i opanowany, raczej z chłodnym nastawieniem.
- Przepraszam panie profesorze! - Insoo ukłonił się nisko – Znowu nie zadzwonił mi budzik.
- Znowu nie zadzwonił ci budzik?
- Tak.
Insoo wyprostował się i napotkał czarne oczy profesora, który stał kilka kroków od niego. Potrafił bezszelestnie zbliżać się do ofiary, by móc ją porządnie zbesztać.
- Co ja mam z tobą zrobić? Codziennie rano wpadasz tu, wyprowadzasz mnie z równowagi i wykręcasz się głupią wymówką, że nie zadzwonił ci budzik.
- Ale to prawda. - zapewnił, kiwając głową energicznie. Jego zazwyczaj blade policzki pokryte były głęboką purpurą. Nie pierwszy raz oczywiście. Tak działo się zawsze, gdy Lee Gunwoo robił mu wykład na temat braku szacunku oraz wymiany baterii w budziku.
- Zrobimy tak. Podasz mi swój numer telefonu. Ustawisz dźwięk na najwyższy stopień głośności, a ja będę dzwonił do ciebie o szóstej rano żebyś mógł się w spokoju obudzić i być tu na godzinę siódmą. Kiedy ja wejdę do sali, ty już będziesz tutaj cierpliwie czekał.
Wyraz twarzy Insoo przerodził się z zaskoczonego w przerażony, gdy dotarło do niego o której godzinie musiałby wstać, jeśli profesor Lee nie żartował.
- Ale, ale, ale... Dlaczego tak wcześnie?
- Bo mnie się tak podoba, Kang.


***


Do łóżka położył się tego wieczoru bardzo wcześnie, bo wiedział, że o szóstej zadzwoni kat, który z ogromną radością wyrwie go z ramion Morfeusza. O szóstej rano spało mu się najlepiej, było najwygodniej, poduszka wydawała się niebywale miękka. Jak niby miał wstać tak wcześnie? Nigdy nie był rannym ptaszkiem i nie był pewny, czy w ogóle usłyszy telefon od profesora-potwora.
Mimo wszelkich obaw, udało mu się zasnąć. Co więcej zapamiętał to, co mu się śniło.


Sala wybudowana na podstawie półokręgu była całkowicie pusta. Nie było w niej nic, oprócz stopni, na których zawsze stały poustawiane ławki i krzesła. Ściany tylko przez moment były białe, z każdą chwilą jednak wypływały z niej strugi czerwonej cieszy, która rozchodziła się promieniście zmieniając ich kolor.
Stał na ósmym stopniu i rozglądał się dookoła z zaciekawieniem. Nie czuł się dobrze, zupełnie tak, jakby na jego plecach siedziała jakaś paskudna zmora, która mroziła mu krew w żyłach i szeptała do ucha jakieś niezrozumiałe słowa.
Poruszył się niespokojnie mając wrażenie, jakby ktoś czaił się za nim. Nie mógł się jednak odwrócić, jakaś niewidzialna siła trzymała go w objęciach, nie pozwalając się ruszyć i wtedy to usłyszał. Dobiegało nie wiadomo skąd i z każdą chwilą nabierało siły.
- Zadzwonię o szóstej...


Ten ledwie dosłyszalny szept sprawił, że obudził się gwałtownie, podrywając od razu do pozycji siedzącej. Gdy doszedł do siebie po tym dziwnym śnie, do jego uszu wreszcie dotarł odgłos telefonu, który leżał na poduszce obok.
Pospiesznie odebrał, starając się trzymać oczy otwarte, choć te uparcie chciały się zamknąć.
- Dzień dobry Insoo, budzimy się do życia i z radością idziemy na uczelnie.
Po tych słowach Lee Gunwoo się rozłączył, a Insoo opadł z powrotem na poduszkę. Nie miał siły wstać, bo jego ciało wciąż było odrętwiałe od brutalnie przerwanego snu, czuł jak dłonie trzęsą mu się lekko. Nie miał jednak wyboru, musiał wstać, doprowadzić się do porządku i iść na zajęcia. Profesor Lee obiecał mu, że nie odpuści.


***


O tej godzinie uczelnia wiała pustkami, wszyscy normalni ludzie jeszcze spali, podczas gdy on kierował się do sali języka angielskiego, gdzie miał poczekać aż do pomieszczenia zawita ten zły człowiek, który upatrzył wielką radość w budzeniu go o tak drakońskiej godzinie.
Sala wykładowa była bardzo cicha i ciemna, zapalił więc światło i podszedł do ławki, w której zawsze siedział. Znajdowała się ona w ósmym rzędzie, co sprawiło, że po jego plecach przebiegły ciarki, a chwilę później do środka wszedł Lee Gunwoo. Jak zwykle ubrany na czarno, z włosami idealnie ułożonymi oraz bardzo jasną skórą przywodził Insoo na myśl Severusa Snape'a, z tą jedną różnicą, że Gunwoo włosy na pewno mył.
- Witam panie Kang. Jak widać nowy budzik pomógł? - na jego ustach widniał lekki, zadowolony uśmiech, który wydał się Insoo bardziej przerażający niż jego głos, roznoszący się po sali.
- Dlaczego musiałem wstać tak wcześnie? - zapytał robiąc wielce cierpiętniczą minę. Pod jego oczami malowały się cienie, a jasne włosy były w nieładzie. Nie potrafił tak wcześnie rano skupić się na swoim wyglądzie.
- Czy to nie oczywiste? Mam dosyć pańskich spóźnień. Wyrywa pan wszystkich z rytmu.
Gunwoo ułożył swoje notatki na biurku i wreszcie popatrzył na Insoo, który pospiesznie odwrócił wzrok żeby nie narażać się na to bazyliszkowe spojrzenie nauczyciela.
Na moment musiał się wyłączyć, bo nie zauważył jak Gunwoo podszedł do niego i usiadł na krześle obok. Dopiero jego niski głos przywrócił go z powrotem do świata kontaktujących.
- Obserwuję cię od dłuższego czasu.
Insoo zmieszał się, gdy zobaczył Gunwoo tak blisko. Wyprostował się szybko udając, że zainteresowała go jedna z lamp.
- Przepraszam za te wszystkie spóźnienia, ale to naprawdę wina tego przeklętego budzika. Wymieniam baterię, ale on wciąż nie dzwoni.
- Może powinieneś go wymienić na lepszy model? - Gunwoo uśmiechnął się w jego stronę, tym razem w bardziej przystępny sposób. Insoo musiał przyznać, że nawet... czarujący.
Podrapał się w tył głowy, zawstydzony tym prostym rozwiązaniem.
- Nie pomyślałem o tym.
- Mogę cię budzić. O siódmej wystarczy?
Insoo był zaskoczony zmianą jaka zaszła w profesorze. W tej chwili wydawał się bardziej na luzie i jakiś taki bardziej normalny. Mniej przerażający?
- Um... Pan...
- W porządku. Dla mnie to żaden problem. Wstaję o szóstej, czasami wcześniej.
- I nie jest pan zmęczony? - zapytał z podziwem. Gdyby on wstawał codziennie o szóstej, wyglądałby jak zombie i zapewne dosypiał na ławce, na zajęciach.
- Czasami, ale generalnie czuję się dobrze. Lubię przychodzić tu tak wcześnie, przez wzgląd na panujący tu spokój.
- Faktycznie, całkiem tu przyjemnie o tej porze, choć wciąż wolę moje łóżko od niewygodnego krzesła – uśmiechnął się w stronę profesora, który spoglądał na niego tymi swoimi ogromnymi oczami. Zarumienił się lekko i skupił wzrok na swoich dłoniach. Nagle zrobiło mu się gorąco i jeszcze bardziej niewygodnie.


***


Mimo iż był zmęczony, to dzień musiał zaliczyć do udanych. Poranna rozmowa z profesorem Lee w dziwny sposób nastroiła go pozytywnie, tak, że wychodząc z uczelni miał szeroki uśmiech na ustach. Nieczęsto się to zdarzało, bo zawsze coś go gnębiło. To zbyt spora ilość prac domowych lub burczenie w brzuchu. Tym razem jednak był zadowolony, choć niczego wielkiego tego dnia nie dokonał.


***


Dni mijały, a jego relacje z profesorem Lee ulegały przemianie. Początkowo czuł się niezręcznie w towarzystwie starszego mężczyzny, każdemu zdaniu towarzyszyła ostrożność i skrępowanie. Stopniowo jednak, zamieniając kilka słów przed zajęciami zaczęli czuć się swobodniej. Ich rozmowom zaczął towarzyszyć śmiech, swoboda i narodziło się pomiędzy nimi coś w rodzaju koleżeństwa.
Po miesiącu budzenia przez Gunwoo, Insoo zaczął budzić się kilka minut przed telefonem i z czymś w rodzaju niecierpliwości czekał aż rozlegnie się dzwonek. Nie odbierał jednak od razu. Zawsze wolał poczekać chwilę żeby zachować choć trochę swojej dumy.


Czekał i czekał, ale telefon tego dnia nie zadzwonił, co trochę go zmartwiło. Gunwoo zawsze był punktualny i nigdy nie zapomniał zadzwonić. Aż do tej chwili.
Insoo zmarszczył czoło. Może chciał go jakoś sprawdzić?
Nagle jego twarz rozjaśnił promienny uśmiech. Z nową energią wstał z łóżka, szybko i niedbale je zaścielił, po czym zaczął doprowadzać się do stanu używalności. W ostatnich dniach zauważył, że znów przywiązuje większą wagę do swojego ubioru. Dbał o to, by wyglądać nieskazitelnie i co więcej, wychodził z mieszkania z uśmiechem na ustach.
Coś się zmieniło, ale starał się o tym nie myśleć żeby czasami nie dojść do nieodpowiednich wniosków. Z jakiegoś powodu wolał to wszystko zostawić na takim etapie, na jakim było.


Siedział w swojej ławce na ósmym stopniu i uśmiechał się z nadzieją za każdym razem jak drzwi sali otwierały się. Gdy jednak okazywało się, że to uczniowie, jego uśmiech znikał, a w miejsce tego pojawiał się niepokój. O tej porze Gunwoo zawsze był już w sali.
- Wyglądasz na zdenerwowanego.
Insoo odwrócił głowę w stronę chłopaka z czerwonymi włosami, który zajmował miejsce za nim. Na uczelni był znany jako nadpobudliwe dziecko, którego wszędzie było pełno. Nie znał go dobrze, ale uważał go za pozytywną osobę.
- Nie, nie. To nic. Chyba wstałem dzisiaj lewą nogą – uśmiechnął się, by przekonać chłopaka o tym, że wszystko z nim w porządku, ale Seyong na jego nieszczęście był bardzo spostrzegawczym człowiekiem.
- Może coś mu wypadło i się spóźni? Nie martw się tak.
- O czym ty mówisz? - jego policzki zaczynały pokrywać się rumieńcem, co nie wróżyło niczego dobrego.
- Daj spokój, widzę jak na siebie patrzycie. Ty i profesor Lee. To nic złego, przecież nie jesteśmy w szkole średniej.
Insoo wrócił do poprzedniej pozycji ze spojrzeniem utkwionym w drzwiach od sali. Już dawno powinny się zacząć zajęcia.
Czekali jeszcze dziesięć minut aż wreszcie do środka wszedł dziekan. Uciszył wszystkich i zabrał głos biorąc do ręki mikrofon.
- Witam państwa. Mam dla was kilka ogłoszeń. Zajęcia z angielskiego w tym tygodniu poprowadzi profesor Kim, dzisiejsze dwie godziny macie jednak wolne jako, że zbyt późno dowiedzieliśmy się o sytuacji profesora Gunwoo, by cokolwiek zaplanować. Poza tym przyszły już zgłoszenia na olimpiadę językową, podania są do odebrania w sekretariacie. A na koniec mam dla was miłą niespodziankę. Za trzy tygodnie odbędzie się wycieczka do...
Insoo już nie słuchał co dziekan ma im do powiedzenia. Wyjął telefon i pospiesznie napisał wiadomość, którą wysłał Gunwoo.


[od Insoo do Gunwoo]
Słyszałem, że jest pan chory. Może potrzebuje pan czegoś?


Po krótkiej chwili otrzymał odpowiedź. Odebrał ją ignorując swoje szybko bijące serce.


[od Gunwoo do Insoo]
Chory? Nie jestem chory. Mam mały problem w mieszkaniu. Sąsiad zalał mi salon i muszę wszystkiego dopilnować. Jeśli chcesz, to możesz wpaść, pomożesz mi się pozbyć tej wody zanim się w niej utopię.


Insoo zarumienił się wściekle. Nie wiedział dlaczego pomyślał, że profesor jest chory? Chyba zbytnio zmartwiła go jego nieobecność oraz brak telefonu.


[od Insoo do Gunwoo]
Nie ma sprawy profesorze. Będę niedługo, tylko... Potrzebuję pana adres.


***


Miał tylko dwie godziny, bo później musiał wrócić na zajęcia, ale z radością biegł do mieszkania profesora Lee. Mieszkał dwie ulice od uczelni, więc droga zajęła mu mniej niż piętnaście minut.
Stanąwszy przed drzwiami z jasnego drewna odetchnął głęboko i wcisnął przycisk dzwonka.
Kiedy w wejściu stanął Gunwoo, Insoo poczuł jak jego ciało zalewa fala gorąca.
Mężczyzna w wydaniu domowym wyglądał o wiele seksowniej niż na co dzień w szkole. Teraz miał na sobie zwykłe, szare dresy, którego nogawki były umoczone, oraz czarną koszulkę. Jego włosy były w nieładzie, ale dodawało mu to jedynie uroku.
- Cześć, dobrze, że jesteś, mam już dosyć dzisiejszego dnia i wody. Wejdź, tylko w salonie jest mokro, więc będziesz musiał uważać.
Insoo wszedł za nim do środka. Odwiesił na wieszak kurtkę, zdjął buty oraz skarpetki i podążył za Gunwoo do niewielkiego salonu, w którym faktycznie pełno było wody. Na elegancką sofę wciąż kapały krople z sufitu, a obok wypoczynku pływał dywan, który wyglądał na drogi zakup.
- Nie za dobrze to wygląda – stwierdził i schylił się by podwinąć nogawki spodni.
- Mam ochotę zabić tego głupka, który mieszka nade mną. Miał naprawić rury w tamtym tygodniu, ale wolał imprezować zamiast skupić się na naprawie usterki.
Gunwoo wydawał się naprawdę przejęty tym zalaniem.
- Gdzie ma pan wiadro?


Ponad godzinę zajęło im zbieranie wody z podłogi, co odsłoniło jeszcze jedną przykrą prawdę, że i panele pójdą do wymiany.
- Dzięki, że przyszedłeś. Nie musiałeś tego robić.
Przez dłuższą chwilę pracowali w milczeniu, dlatego też głos Gunwoo wydał się mocniejszy niż w rzeczywistości był. Insoo uśmiechnął się w jego stronę pogodnie ukazując swoje idealne uzębienie oraz rozkoszne dołeczki w policzkach.
- I tak mieliśmy dwie godziny wolne, więc to żaden problem.
Gunwoo przygryzł wargę w zamyśleniu powodując w Insoo uczucie osłabienia. Ten widok odbierał mu możliwość normalnego rozumowania.
- Dobrze się czujesz? - zapytał profesor nagle zaniepokojony wyrazem twarzy studenta.
- Tak, to znaczy nie. Tak! Wszystko w porządku – pospiesznie odwrócił wzrok ganiąc się w duchu za swoje zachowanie. Nie chciał odstraszyć mężczyzny, musiał bardziej nad sobą panować.


***

Nie wrócił na zajęcia. Nie był w stanie wysiedzieć sześciu godzin z bolesną erekcją między nogami. To się stało nagle, jeden dotyk, który był tylko pomocą, by podnieść się z podłogi sprawił, że męskość Insoo zaczęła żyć własnym życiem.
Dziękował wszystkim siłom wyższym, że tego dnia włożył szerszą i dłuższą koszulkę, która zasłoniła wybrzuszenie w jego spodniach.
Wróciwszy do domu musiał sobie ulżyć i to zaczynało go przerażać, bo jedyna myśl, która pozwoliła mu osiągnąć spełnienie to wyobrażenie Gunwoo w jego ciele.
Opadł zmęczony na plecy z dłonią pokrytą nasieniem. Na jego czole perlił się pot, a z ust wydobywał się ciężki oddech. Który to już raz tego dnia?
Jego ciało wciąż jednak miało coś do powiedzenia, na co tylko jęknął głośno, niezdolny do jakiegokolwiek innego ruchu. Musiał to przeczekać, może to podniecenie samo zniknie?
W tym samym momencie, gdy wycierał dłoń w chusteczkę jego telefon zawibrował. Uspakajając swój oddech, odebrał.
- Tak?
- Cześć Insoo. Dzwonię, bo pomyślałem, że moglibyśmy gdzieś razem wyjść. Chciałem ci jakoś podziękować za pomoc. Gdyby nie ty, męczyłbym się z tym cały dzień.
Głos Gunwoo podziałał na niego jak zasilacz. Jego męskość znów błagała o zaspokojenie, ale teraz już ze zdwojoną siłą.
- Ja... Przepraszam, ale nie... Nie mogę dzisiaj. – wydukał zamykając drugą dłoń na pobudzonym członku. To było zbyt bolesne żeby nie zrobić kompletnie nic.
- Dobrze się czujesz?
- Nie... - westchnął i zamknął mocno oczy zdając sobie sprawę jak to musiało zabrzmieć. Miał ochotę zapaść się pod ziemię.
Mijały sekundy, minuty i Insoo już myślał, że Gunwoo się rozłączył, gdy jego głos ponownie dotarł do jego głowy. O wiele niższy i bardziej intymny.
- Chcesz żebym przyjechał?
Insoo przygryzł dolną wargę prawie do krwi. Co miał mu odpowiedzieć? Był jego profesorem, nie powinien go słyszeć w takim stanie. Tak nie wypadało.
- Nie wiem... Powinienem się rozłączyć – próby uspokojenia oddechu spełzły na niczym. To, że się dotykał wcale nie pomagało.
- Nie rób tego. Chcę słyszeć twój głos.
Z ust Insoo wyrwał się cichy jęk, gdy przesunął kciukiem po główce swojego członka.
- To zbyt krępujące.
- Co czujesz, kiedy na mnie patrzysz?
To pytanie było złe, bo Insoo czuł tak wiele. Jego uśmiech i oczy za każdym razem spychały go coraz bardziej w to uczucie jakim zaczął darzyć profesora. Uwielbiał jego śmiech, jego ruchy, jego sposób bycia.
- Za dużo.
- Chciałbyś żebym cię dotknął?
Kolejny jęk opuścił usta młodszego chłopaka.
- Tak. Potrzebuję cię...


***


Gunwoo zjawił się szybko ku uldze Insoo. Jego ciało było wymęczone przez poprzednie orgazmy, ale wciąż pozostawała w nim siła na ten ostatni, wyjątkowy.
Insoo już w przedpokoju rzucił się na Gunwoo. Całował go zachłannie, wplatając palce w miękkie włosy profesora. Ich języki ocierały się o siebie szybko i w tym pocałunku znajdowało się więcej niż tylko uczucie. Była w nim pasja, tęsknota, walka o dominację i wreszcie błaganie o więcej.
Opadli na miękkie łóżko nie odrywając się od siebie ani na moment. Chłodnie dłonie Gunwoo błądziły po pozbawionym koszulki torsie chłopaka starając się nauczyć go na pamięć. Tyle jednak jeszcze pozostało do odkrycia...
- Gunwoo...
- Nie możesz się teraz rozmyślić. Nie możesz – Gunwoo zdejmował z niego szorty, które po kilku sekundach wylądowały na podłodze, ich los podzieliły również bokserki – Jesteś piękny.
- Gunwoo, nie wytrzymam długo. Zróbmy to.
Miło było wymawiać jego imię tak swobodnie.
Kilka minut później byli nadzy, spleceni ze sobą, ale jeszcze nie byli jednością. Insoo zauważył, że Gunwoo lubi się całować, nie mógł mu tego odmówić.
- Musisz mi pomóc.
Insoo skinął głową i pozwolił by długie palce Gunwoo wsunęły się w jego usta. Cały wstyd i krępacja odeszły w niepamięć, gdy Gunwoo otarł się o niego. Insoo zaczął ssać jego palce i wodzić po nich językiem, starając się pozostawić na nich jak najwięcej śliny.
Przygotowując jego ciało na swoją obecność, Gunwoo szeptał do jego ucha wiele różnych rzeczy. Niewiele z nich jednak docierało do Insoo. Liczyło się to jedyne w swoim rodzaju uczucie pełności. Dlatego, gdy mężczyzna zabrał palce przez chwilę czuł okropną pustkę.
Zanim jednak Gunwoo wszedł w niego, pocałował go lekko i zapewnił, że wszystko będzie dobrze, że będzie mu przyjemnie.


Ból był rozdzierający i między pragnieniem spełnienia a mieszaniną doznań przewijała się chęć ucieczki.
- Boli... - jego oczy, teraz pełne łez napotkały głęboką czerń oczu Gunwoo. Było w nich coś mrocznego, pierwotnego i Insoo się bał, choć wiedział, że nie powinien. Mimo tych wszystkich zapewnień nie był pewien czy Gunwoo jest w ogóle człowiekiem.
Wtedy mężczyzna zaczął się w nim poruszać. Najpierw wolno i z wyczuciem, później z większą pasją, a na końcu szybko i mocno, szukając zaspokojenia.
Ich jęki łączyły się ze sobą rozpływając w gorącu jaki panował w pokoju. Powietrze pachniało seksem.
Spełnienie przyszło szybko, było bez porównania lepsze niż te z samotnych dni. Insoo zakochał się w dotyku jaki Gunwoo podarował mu po stosunku. Delikatnie gładził jego bok i biodro uspakajając rozszalałe serce i oddech.
Insoo zamruczał cicho i chwilę później spał, zbyt wymęczony, by cokolwiek powiedzieć. Gunwoo nie potrzebował jednak słów, wystarczyła mu jego bliskość, możność całowania jego delikatnej, mlecznobiałej skóry i widok spokojnej, zarumienionej twarzy.
Obydwaj wiedzieli, że decydując się na tak odważny krok, zaczęli coś, co chcieli kontynuować. Jakiś nowy rozdział w ich życiu.
- Jest pan idealny, panie Kang.


Głosuj (2)

[Powrót] Komentuj




MENU

6271

zostaw wiadomość zapamiętaj mnie

ULUBIENI



ARCHIWUM

2012 · 12 · 08

SZABLON

Szablon stworzony przez decay. Pattern: google. Ikony pochodzą z kpop-icons. Więcej na decay.